W ostatnich latach tokeny NFT (non-fungible tokens) zyskały ogromną popularność jako narzędzia identyfikacji i handlu cyfrowymi zasobami, takimi jak dzieła sztuki, nagrania, animacje, wirtualne przedmioty czy elementy gier. Zdaniem radcy prawnego Wojciecha Ługowskiego, partnera zarządzającego w Kancelarii Lawarton, wraz z rozwojem rynku NFT narosło wokół nich wiele mitów, w szczególności dotyczących rzekomego przenoszenia „własności” utworu na nabywcę tokena.
Co istotne, wiele NFT jest poza zakresem MiCA, o ile rzeczywiście są unikalne i niezamienne. Rozporządzenie co do zasady wyłącza spod swojego zakresu kryptoaktywa, które są unikalne i niezamienne (art. 2 ust. 3 MiCA). Ustawodawca wprost zauważa przy tym, że NFT są często wykorzystywane jako „odzwierciedlenie” utworów, choć mogą reprezentować również inne prawa lub aktywa. Wyłączenie nie działa jednak „automatycznie” tylko dlatego, że token ma własny identyfikator. Kluczowe są rzeczywiste właściwości i funkcje kryptoaktywa oraz to, czy jego wartość jest nierozerwalnie związana z indywidualnymi cechami danego tokena. W praktyce emisja w ramach serii lub kolekcji może przemawiać za zamiennością, a tokeny „ułamkowe” (fractionalised) mogą w ogóle nie spełniać kryterium unikalności, co oznacza, że w konkretnym modelu biznesowym projekt może jednak zbliżyć się do reżimu MiCA i wymagać oceny case-by-case
W rzeczywistości, mechanizm działania NFT nie znajduje bezpośredniego odpowiednika w klasycznych konstrukcjach prawa cywilnego ani prawa autorskiego w większości legislacji na świecie. Skutkuje to licznymi nieporozumieniami, zarówno po stronie twórców, jak i użytkowników.
W obrocie NFT najczęściej spotyka się trzy modele platform umożliwiających obrót aktywami: open marketplaces, curated marketplaces oraz proprietary marketplaces. Open marketplaces (platformy otwarte) działają jak „giełda” dla każdego umożliwiają użytkownikom samodzielne mintowanie i wystawianie NFT. Zwykle nie prowadzą merytorycznej weryfikacji, czy sprzedający ma prawa do treści (albo robią to w ograniczonym zakresie), a ich regulaminy często przewidują szerokie wyłączenia odpowiedzialności. W praktyce oznacza to wyższe ryzyko copyfraud i naruszeń praw osób trzecich. Curated marketplaces (platformy kuratorskie) stosują selekcję twórców i/lub prac przed dopuszczeniem ich do sprzedaży. Mogą wymagać potwierdzenia autorstwa, przeprowadzać weryfikację kolekcji lub narzucać standardy jakości. Z reguły ogranicza to ryzyko naruszeń, ale nie eliminuje go całkowicie. Kluczowe pozostaje to, co platforma faktycznie gwarantuje w regulaminie. Proprietary marketplaces (platformy „własne”) sprzedają NFT emitowane w ramach własnego projektu lub ekosystemu (np. marka, studio, gra). Najczęściej to operator platformy (albo podmiot powiązany) kontroluje proces emisji i dystrybucji, a uprawnienia nabywcy do treści wynikają z licencji udzielanej właśnie przez ten podmiot. W tym modelu łatwiej o spójne warunki licencyjne, ale nabywca jest silniej związany regulaminem danego systemu.
Co faktycznie kupuje nabywca NFT?
Podstawowy problem z perspektywy prawa autorskiego polega na tym, że NFT nie jest ani utworem, ani jego nośnikiem. Token to cyfrowy certyfikat istnienia, czyli unikalny identyfikator zapisany w łańcuchu bloków (blockchain), który najczęściej odwołuje się do konkretnego pliku lub adresu URL.
W praktyce, NFT zawiera metadane (np. link do pliku graficznego lub audio), ale nie przechowuje dzieła na łańcuchu bloków (ze względu na ograniczenia techniczne) i nie daje fizycznego dostępu do oryginalnego pliku (który zwykle znajduje się na zewnętrznym serwerze lub w systemie IPFS). Zdarzają się również modele NFT, w których treść (lub jej istotna część) jest zapisana on-chain, jednak nie jest to dominująca praktyka. NFT również nie zawiera innych elementów często wymaganych do skutecznego przeniesienia praw lub udzielenia licencji (np. precyzyjnego określenia pól eksploatacji).
NFT a prawa autorskie: zakres ochrony i ograniczenia
Prawo autorskie chroni zarówno formę wyrażenia utworu, jak i interesy twórcy. W wielu jurysdykcjach przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga formy pisemnej i podpisu, natomiast licencje (zwłaszcza niewyłączne) mogą podlegać mniej rygorystycznym zasadom. W amerykańskim porządku prawnym, prawa majątkowe mogą być przeniesione wyłącznie na podstawie pisemnej umowy. Co ważne, „writing” / „in writing” nie oznacza z definicji wyłącznie dokumentu papierowego z odręcznym podpisem – w obu tych systemach co do zasady dopuszczalne są także dokumenty elektroniczne i podpis elektroniczny, a w określonych sytuacjach także wymiana e-maili może spełnić wymóg „pisemności” i „podpisu”, jeśli pozwala wykazać zamiar i tożsamość podpisującego. Sama korespondencja e-mailowa bywa jednak niewystarczająca, jeśli nie wynika z niej jednoznacznie przeniesienie praw (lub licencja wyłączna), jej zakres i „podpis” w rozumieniu danej jurysdykcji. Dodatkowo w niektórych jurysdykcjach wymagane jest określenie dodatkowych warunków w umowie jak zakres korzystania z utworu. Prawo autorskie chroni twórcę, często gwarantując mu prawo do wszelkich przyszłych możliwych sposobów korzystania z utworu. W szczególności w Polsce (i wielu innych systemach) nie da się skutecznie przenieść praw/udzielić licencji na „nieznane” w chwili zawarcia umowy pola eksploatacji – dlatego nowe, przyszłe sposoby korzystania (np. wynikające z rozwoju technologii) zwykle wymagają odrębnych uzgodnień
W polskim porządku prawnym rygory są szczególnie istotne. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności (art. 53 pr. aut.), a umowa przeniesienia praw lub licencja obejmuje tylko pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione i może dotyczyć wyłącznie pól znanych w chwili zawarcia (art. 41 ust. 2 i 4 pr. aut.). Co więcej, licencja wyłączna również wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności (art. 67 ust. 5 pr. aut.). Warto przy tym pamiętać, że w prawie polskim wymóg formy pisemnej może być spełniony także w postaci elektronicznej opatrzonej kwalifikowanym podpisem elektronicznym (równoważnej formie pisemnej).
Z tego względu transakcje NFT nie są oparte na standardach kontraktowych. W najlepszym przypadku towarzyszy im smart kontrakt tj. kod zapisany w blockchainie, który automatyzuje wykonanie warunków (np. płatności, prowizji dla twórcy). Jednak smart kontrakt co do zasady nie spełnia (sam przez się) wymogu formy pisemnej w prawie polskim.
Zatem nawet jeśli intencją twórcy było przekazanie określonych praw, bez formalnego dokumentu zawierającego odpowiednie postanowienia, nie dojdzie do skutecznego przeniesienia praw autorskich. W konsekwencji nabycie NFT nie daje uprawnień do powielania, modyfikacji czy publicznego udostępniania dzieła (chyba że odrębna umowa/regulamin transakcji wyraźnie przyznaje nabywcy odpowiednią licencję). Nabywca tokena otrzymuje wyłącznie prawo do posiadania unikalnego wpisu w rejestrze blockchain oraz (ewentualnie) uprawnienia wynikające z warunków licencyjnych danego projektu/marketplace.
Różnica między własnością NFT a własnością utworu
Zwykle, gdy ktoś mówi, że jest właścicielem danego utworu, nie ma na myśli danego egzemplarza, tylko prawa autorskiego do niego. Przede wszystkim prawa do korzystania z tego dzieła, jego publikowania i zmieniania. Nie jest to ta sama własność co w wypadku zwykłych rzeczy, ale często dla uproszczenia są te kwestie ze sobą zestawiane i traktowane wymiennie.
Natomiast bycie właścicielem danego NFT też nie jest tak prosto posiadaniem rzeczy. Z tej perspektywy NFT przypomina raczej cyfrowy certyfikat autentyczności lub zapis kolekcjonerski, a nie tytuł prawny. Szczególnie jeżeli mowa o posiadaniu utworu.
Z tego względu właściciel NFT nie może swobodnie dysponować utworem ani nie ma wpływu na dostępność pliku (np. jeśli link przestanie działać, token traci wartość użytkową). Co więcej, nie może zakazać innym korzystania z utworu (bo prawa do tego nie nabył).
Gdzie powstaje ryzyko?
Coraz częściej obserwujemy przypadki, w których przekaz marketingowy związany z NFT wprowadza w błąd. Przykładowe komunikaty typu „kup dzieło”, „stań się właścicielem cyfrowej sztuki” czy „przenosimy własność obrazu” nie mają pokrycia w rzeczywistości prawnej.
Tworzenie i sprzedaż NFT są podatne na tzw. „copyfraud” i naruszenie autorskich praw majątkowych oraz osobistych autora oryginalnego dzieła. Oszustwo związane z kopiowaniem może mieć miejsce, gdy dana osoba tworzy NFT do dzieła znajdującego się w domenie publicznej, fałszywie twierdząc, że posiada ona prawa autorskie do oryginalnego dzieła. Podobnie, do naruszenia praw autorskich i autorskich praw osobistych może dojść, gdy osoba, która nie jest autorem ani właścicielem praw autorskich danego dzieła, stworzy NFT i fałszywie oświadczy, że jest autorem lub właścicielem praw autorskich do tego dzieła. Takie postępowanie jest szczególnie problematyczne w przypadku transakcji niefinansowych ze względu na cechy anonimowości blockchainu, które utrudniają weryfikację, kto jest prawowitym twórcą lub właścicielem praw autorskich do dzieła będącego podstawą transakcji niefinansowej.
Tworzenie i sprzedaż NFT są podatne na naruszenia praw własności intelektualnej oraz na zjawisko tzw. copyfraud. Copyfraud polega na fałszywym przypisywaniu sobie praw autorskich (np. do utworu znajdującego się w domenie publicznej) i wykorzystywaniu tego twierdzenia w obrocie. Z kolei klasyczne naruszenie praw autorskich może wystąpić wtedy, gdy osoba nieuprawniona mintuje i sprzedaje NFT powiązane z utworem nadal chronionym, sugerując autorstwo lub posiadanie praw. Problem pogłębia pseudonimowość obrotu blockchainowego oraz techniczne i praktyczne bariery w egzekwowaniu roszczeń na rynkach NFT. Nawet jeśli transakcja NFT ma w założeniu wiązać się z udzieleniem licencji, pozostaje kluczowy problem określenia jej zakresu. Brak precyzji zwykle nie działa na korzyść nabywcy. W praktyce zwiększa ryzyko sporu, a w USA sądy podkreślają, że licencje copyrightowe interpretuje się ściśle i obejmują one tylko użycia wyraźnie dozwolone. Dlatego warunki transakcji NFT powinny być jednoznacznie opisane, a zakres uprawnień do korzystania z utworu powinien być precyzyjnie określony.
Jak zabezpieczyć transakcje NFT?
Aby uniknąć nieporozumień i potencjalnych sporów prawnych, radca prawny Wojciech Ługowski zaleca stosowanie odrębnych umów regulujących prawa do utworów powiązanych z NFT. W takiej umowie należy:
- wskazać, czy dochodzi do przeniesienia praw, udzielenia licencji czy sprzedaży egzemplarza utworu,
- opisać zakres korzystania z utworu,
- zawrzeć oświadczenia dotyczące autorstwa i braku naruszenia praw osób trzecich,
- dostosować formę do wymogów przepisów o prawie autorskim.
Takie podejście minimalizuje ryzyko i podnosi wiarygodność całego projektu.
Podsumowanie: między technologią a prawem
NFT to technologia o ogromnym potencjale. Może wspierać cyfrowych twórców, budować społeczności i oferować nowe modele monetyzacji. Ale jej skutki prawne są ograniczone. Obecnie nie towarzyszy jej prawidłowo skonstruowany mechanizm kontraktowy.
NFT nie zastępuje prawa autorskiego, a token nie jest dziełem. Własność tokena nie jest równoznaczna z prawem do utworu. Bez zmiany prawa, NFT jest wyłącznie cyfrowym wskaźnikiem, a nie nośnikiem praw.